Seria
GP2 | 16 października 2013
Łucków triumfuje w świątyni szybkości!
Jesteśmy już po jednym z najbardziej emocjonujących, a zarazem nieprzewidywalnych wyścigów tegorocznego sezonu GP2 w naszej lidze. Miejscem tej niesamowitej rywalizacji był legendarny tor Monza, położony w samym sercu słonecznej Italii. Wielu zawodników traktowało ten wyścig szczególnie, faworytów do walki o wygraną było co nie miara, jednak jak to zawsze bywa – zwyciężyć mógł tylko jeden kierowca.
Zacznijmy jednak od początku. Na starcie do niedzielnego wyścigu miało zamiar stanąć 20 kierowców. Dlaczego miało? Otóż jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji ogromny pech spotkał dwójkę zawodników- Adrian Pińczuk oraz Maciej Paruch z przyczyn niezależnych od nich samych wywiesili białą flagę. Tak więc do rzeczywistej rywalizacji przystąpiło 18 zawodników, którzy sprawnie ustawili się na starcie do okrążenia formującego.
Przebiegło ono spokojnie, poza jedną sytuacją. Mający wystartować z 3 pola startowego Grzegorz Brojak popełnił fatalny błąd za szybko zrzucając biegi, przez co awarii uległa jednostka napędowa bolidu. Dużym refleksem w tej sytuacji wykazali się Cezary Kołcz i Maciej Cabała, omijając stojący na środku toru samochód. Na szczęście Grzegorza mechanicy sprawnie uporali się z usterką i kierowca Vervy mógł wystąpić w wyścigu. Pozostało mu jednak tylko przyglądać się, jak kolejny zawodnicy zajmują ciężko wywalczone w kwalifikacjach pola startowe.
3,2,1 i wystartowali! Atomowy start z Pole Position zaliczył Maciej Młynek, dystansując przed pierwszym zakrętem rywali. Chwilę później przewidywania ekspertów się potwierdziły- pierwszy zakręt zaczął zbierać swoje żniwo. Największe straty pozycji poniósł Szymon Prokopczak, spadając z drugiego miejsca w głąb stawki. Jeszcze większego pecha miał Bartłomiej Nowak, który trafił prosto w Krzysztofa Woźniaka, zostawiając przy okazji na torze przednie skrzydło. Sprawca tego całego zamieszania- Krzysztof Pieczykolan- odbił się jeszcze od stojącego na poboczu bolidu, przez co wpadł wprost na swojego team partnera, powodując obrót jego bolidu o 180 stopni. Kawałek dalej sprawiedliwość dopadła Krzysztofa, gdyż w wyniku kontaktu z bandą musiał zjechać na samym początku rywalizacji do alei serwisowej po nowy przedni spojler. Pod koniec pierwszego okrążenia ładnym manewrem wyprzedzania popisał się Patryk Łucków, wyprzedzony w tej sytuacji Adrian Homoncik natychmiast próbował się odegrać, co skończyło się kolizją w pierwszym zakręcie kolejnego okrążenia, lecz tym razem bez konsekwencji dla obu zawodników w postaci uszkodzeń bolidów czy strat pozycji. Tego drugiego nie uniknął Łukasz Czerwiński po kolizji z Jakubem Brańskim.
W ciągu kilku kolejnych okrążeń trwała niesamowita walka o drugą pozycję. Maciej Cabała i Cezary Kołcz kilkukrotnie wymieniali się pozycjami. Za ich plecami awans w tabeli wyników zaliczył Jakub Brański po ładnym manewrze wyprzedzania na Rafale Szostaku. W drugą stronę klasyfikacji wyścigu powędrowali Marek Jabłoński, a przede wszystkim Szymon Kmiecik, który na domiar złego uszkodził dosyć poważnie bolid. Szostak natomiast wyraźnie rozdrażniony stratą pozycji popełnił błąd w szykanie, który kosztował go kolejne pozycje. Na piątym okrążeniu z dohamowaniem do paraboliki przesadził jadący na trzeciej pozycji Patryk Łucków, co skończyło się przejażdżką po żwirze i wizytą w alei serwisowej. Błędy rywali oraz bezpośrednia rywalizacja kierowców stanowiły w tym momencie wielki atut dla Macieja Młynka, który w bardzo szybkim tempie oddalał się od reszty. Ucieczka ta została zakończona się na okrążeniu numer 6- po raz pierwszy w tym wyścigu na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Spowodowane było to postojem na tarce Marka Jabłońskiego, który trafił na nią w wyniku błędu własnego.
Niemal cała stawka od razu skorzystała na tym wydarzeniu i odwiedziła swoich mechaników. Okrążenie później, jadąc za samochodem bezpieczeństwa, kolejny błąd w tym wyścigu popełnił Grzegorz Brojak. Tym razem konsekwencje były znacznie poważniejsze niż wcześniej- poszkodowany w tej kolizji Artur Tymczyszyn stracił tylne skrzydło, a winowajca przednie, zaliczając przy tym dachowanie. Drobny błąd popełnił także Łukasz Czerwiński, co skutkowało przebiciem opony w bolidzie Adriana Homoncika.
Restart wyścigu obfitował w wypadki- na pierwszym zakręcie w potężnym karambolu uczestniczy niemal cała czołówka. Najwięcej traci dotąd niezagrożony lider wyścigu- Maciej Młynek, oraz Maciej Cabała. Straty ponosi po raz kolejny jadący na wysokiej pozycji Krzysztof Woźniak. Dzięki całemu zamieszaniu na pozycję lidera wysunął się Jakub Brański, a za jego plecami trwała zacięta walka o kolejne pozycje.
Na okrążeniu dwunastym odrabiający straty Maciej Młynek uczestniczył w kolizji z Rafałem Szostakiem. Gdy wydawało się, że największe emocje w wyścigu tym wyścigu już za nami, na torze po raz drugi pojawił się samochód bezpieczeństwa. Tym razem sprawcą jego wyjazdu był wspomniany przed chwilą Rafał Szostak, a stało się to po awarii jednostki napędowej w jego Ładzie. Po raz kolejny zawodnicy wykorzystali ten moment na zjazd do boksu, choć tym razem zjawili się tam w mniejszej ilości. Jeszcze przed restartem pozycje w stawce stracili Łukasz Czerwiński i Maciej Cabała na skutek błędów własnych.
Niewiele osób mogło myśleć, że drugi restart wyścigu będzie jeszcze bardziej dramatyczny niż pierwszy. Jednak późniejsze wydarzenia pokazują jak bardzo się te osoby myliły. Co prawda na dojeździe do pierwszego zakrętu pobocze zwiedzał jedynie Łukasz Czerwiński, ale już okrążenie później w tym samym miejscu doszło do kolejnego, jeszcze potężniejszego niż wcześniej karambolu. Największą z możliwych strat poniósł Maciej Młynek, wypadając poza tor i kończąc w tym miejscu wyścig. Poza nim obrót o 180 stopni na torze wykonało kilku innych zawodników- Cezary Kołcz, Maciej Cabała, Jakub Brański oraz Grzegorz Brojak. Natomiast Szymon Prokopczak trafił w tym całym zamieszaniu w jednego z zawodników i tracił przedni spojler.
O wielkim szczęściu może mówić Patryk Łucków, który nie dość, że omijał rywali, to do tego od razu wypracował sobie dużą przewagę, której jak się okazuje nie roztrwonił aż do samej mety. Przed ostatnim zakrętem do walki o drugą pozycję włączył się Dawid Bęgier, co okazało się fatalne w skutkach- zbyt opóźnione hamowanie i Dawid wpadł wprost w Szymona Kmiecika, który wyleciał na pobocze i straci wiele jakże cennych pozycji.
Jak już wspomniałem najlepszy w tym szalonym wyścigu okazał się Patryk Łucków, a podium uzupełnili Szymon Prokopczak i Dawid Bęgier. Tuż za pudłem uplasował się Grzegorz Brojak, a czołową piątkę zamknął Bartłomiej Nowak. Ogółem do mety dojechało 11 zawodników, co jest rezultatem całkiem dobrym patrząc na przebieg wyścigu.
Przedstawione poniżej wyniki są wynikami nieoficjalnymi. Do sędziów po wyścigu wpłynęła bardzo duża ilość skarg, która dodajmy jest adekwatna do tego, co działa się na torze. Bardzo możliwa, a wręcz nieunikniona jest zmiana pozycji niektórych zawodników, jeśli nie całej stawki. Podsumowując to GP możemy powiedzieć, że byliśmy świadkami fantastycznych zawodów z licznymi zwrotami akcji, jednak obraz ten psuje bardzo duża ilość incydentów i kolizji.